RSS
piątek, 13 lutego 2009
Nuda, panie
Moja mama ma już serdecznie dosyć, kiedy po raz kolejny mówię, że mi się nudzi. W zasadzie to stwierdzenie pada ostatnio z moich ust tak często, że konkurować mogą z nim jedynie "jestem gruba", "łysieję" i "szlag mnie już trafia w tym domu".
To takie smutne, że nie potrafię sobie znaleźć konstruktywnego zajęcia. A podobno inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi, tak mówiła Wash. Cóż, ja tam swojej inteligencji nigdy nie testowałam, możliwe zatem, że coś w tym powiedzeniu jednak jest.
Chwilami mam straszne poczucie winy, że tak mówię. Że bez sensu przyjeżdżałam do Sącza, że tu się nic nie dzieje. Przecież tam też by się nie działo. Najwyraźniej problem leży nie tyle w moim miejscu przebywania, co w miejscu przebywania innych ludzi.
Co za ironia, ja, która zawsze uważałam, że najlepsze, co może mnie spotkać, spotka mnie w moim wyłącznym towarzystwie, nagle odkrywam, że to nieprawda, że potrzebuję innych ludzi, że nawet siedzenie przez pół dnia u ciotki jest lepsze niż siedzenie w domu.
Z drugiej strony - jestem głupia. Cały dzień czekam, aż zadzwoni telefon, a kiedy już dzwoni, najczęściej okazuje się, że to nie to, o co chodziło.
Dobra, nie oszukujmy się, wiadomo, na co czekam. Ale od kilku dni jakoś się nie doczekuję. Może coś w tym jest, co dziś powiedział Szwagru, że każde masło trzeba trzymać w chłodzie żeby dłużej było świeże. W takim razie ja się czuję jak w jebanej lodówce.

A jutro walentynkowo pojadę na narty. Z Tatusiem. A co.
14:48, genialny_zolw
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 lutego 2009
I'm yours
Przychodzi taki czas, kiedy zupełnie traci się kontrolę nad tym, co się czuje.
Wszelkie środki zabezpieczające, wszelka samokontrola idą sobie hen, daleko w niepamięć, nic już nie jest ważne, nic poza tą przynależnością, tą kompletną zależnością od kogoś; całkowicie dobrowolną, chociaż tak niebezpieczną.
Bo na tym to polega, prawda?
10:42, genialny_zolw
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 stycznia 2009
Hwaet!
Mam jutro kolosa z opisowej. A pojutrze z fonologii.
I co, uczę się?
Taaak, właśnie widać jak ostro i skutecznie. Ale tak strasznie chce mi się spać, co ja na to poradzę.

Obie zresztą z Zuzanną wynajdujemy wszelkie sposoby, żeby tylko tę naukę jakoś opóźnić, jak nie akinator to acapela.tv. Nie masz to jak pożeracze czasu.

A zresztą,
winter bunny przekaże wam najważniejsze przesłanie dotyczące studiów.

Jestem tak śpiąca, że nawet nie mam pomysłu na jakieś szczególne przemyślenia. Widać nie mam tak, jak niektórzy - ani o świcie ani o północy nie wykrzeszę z siebie iskry intelektualizmu, optymalna pora oscyluje pomiędzy 9 rano i 9 wieczorem. Dwanaście godzin życia, żeby jeszcze mieć umiejętność pożytecznego ich spędzenia.
Idę, zanim wyrzuty sumienia mnie zjedzą. Że nie patrzę w zeszyt to gramatyki.
A może tak spalić zeszyt do gramatyki
?

Niee, gramatyka rządzi. Gramatyka mnie woła.
No to przecież nie mogę jej odmówić.
22:25, genialny_zolw
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 stycznia 2009
Vanitas vanitatum et omnia vanitas
Wróciłam.

W zasadzie już od dawna chciałam to zrobić, ale dopiero teraz ostatecznie się w tym utwierdziłam.

Bo jestem emo i się tego nie wstydzę.
Bo jest to jakaś odmiana katharsis.
Bo wszystko jest lepsze, niż nauka do sesji.
I wiele innych ''bo'', bardziej lub mniej oczywistych.

Tak sobie czytałam te poprzednie notki, charakterem oscylujące pomiędzy totalną euforią a totalną depresją i myślę sobie - chyba jestem niezrównoważona psychicznie. Moje zachowanie podczas ostatnich miesięcy zdaje się tym bardziej to potwierdzać, potrafię cały dzień tryskać humorem tylko po to, żeby wieczorem wybuchnąć niepohamowanym płaczem, kompletnie irracjonalnym skądinąd. Człowiek mógłby się spodziewać, że z wiekiem osiąga się jako taką stabilizację emocjonalną, a tu gówno, bzdura, jest chyba coraz gorzej. I żeby nie było, nie zrozumcie mnie źle - ja w tym momencie wcale na to nie narzekam. Po prostu stwierdzam fakt, zastanawiając się przy tym, czy można w jakiś sposób samemu osiągnąć ten stan równowagi, jeśli nie idealnej, to przynajmniej względnej. Bo to jednak na dłuższą metę nie jest wygodne, i nawet te chwile obsesyjnego szczęścia nie są w stanie zrekompensować tego wszechogarniającego strachu i smutku, który czai się zaraz za rogiem. Że nie wspomnę o całkowitej nieprzewidywalności tego, co może stać się za chwilę. Podobno randomowe zachowania człowieka leżą w jego naturze, są w jakiś sposób atawistyczne i związane z intuicyjną wolą przetrwania. W końcu jakoś trzeba było wykiwać te dzikie zwierzęta atakujące z każdej strony. Ale teraz zwierząt nie ma. I chociaż nic nie mam do nieprzewidywalności jako takiej, wolałabym jednak mieć nad nią jakąś kontrolę.

Cóż, życie.
Ale przynajmniej zaliczyłam łacinę, to też było raczej nieprzewidywalne.
13:35, genialny_zolw
Link Komentarze (1) »
sobota, 26 kwietnia 2008
Nostalgicznie
Licząc na to, że wszyscy cierpliwi już swą cierpliwość wyczerpali, piszę.

Dopiero dzisiaj to do mnie dotarło, naprawdę. I dopiero teraz jest mi przykro.. Albo i nie? Stres jednak bierze górę, póki co wszystko inne może się schować.

Co do dnia wczorajszego, mogłabym tu wypisywać peany na cześć pewnej wspaniałej niewiasty o kręconych włosach, której zasługi są nieocenione. Dziękuję i przepraszam =*

Chciałabym się uczyć, ale nie mogę się skoncentrować. zadania z matmy wcale mi nie wychodzą. Przydałoby się jeszcze trochę czasu..

Dobra, koniec, pieprzę już.
Sorry, ale jak mam wrócić do pisania, to muszę się najpierw rozgrzać, bo póki co mam zastane te komórki w mógu, które odpowiadają za cały ten głupi tekst.
Dobranoc.
22:53, genialny_zolw
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 stycznia 2008
Life is for those who live
ODD.

Można zamknąć szczęście w słoiku? Przydałoby się. Tak na gorsze dni. Na ten gorszy PMS.

Dzień z gatunku cudownych, sama nie wiem, jak do tego doszło. I jebać figurę, tłusty czwartek jest. A w poście będę pościć, już postanowiłam. Co prawda postanowiłam też wiele innych rzeczy i zazwyczaj mam to w nosie, ale zawsze się człowiek lepiej czuje, jak coś postanowi.
Uczyć się w ferie też postanowiłam, ale wypoczynek przede wszystkim. Żadnej książki jeszcze nie otworzyłam, a 170 zadań z MZM-ów leży i czeka cierpliwie. Może się doczeka, a może nie.
Chciałabym być taka obowiązkowa jak Bobas, ale mi nie wychodzi. I co ja na to poradzę? Jeśli nie można czegoś osiągnąć, należy się z tym faktem pogodzić, ot co. I ja niniejszym się godzę. Po linii najmniejszego oporu, a co!
Tak powiedziałam dziś Maciusiowi, że oczekiwanie jest najfajniejsze. Lepsze nawet, niż to na co czekamy (w pozytywnym aspekcie, oczywiście. Taka np. matura, to zupełnie inna kwestia). Dlatego mogłabym jeszcze poczekać na tę studniówkę. I na wiele innych rzeczy.

Idę spać. Co się tu będę. Jutro już nie będzie tak fajnie, wiem o tym. Ale to nie umniejsza wspaniałej  dzisiejszości. Ach, twórczo, twórczo. Nie słuchajcie, jak nie chcecie :)

Aha, obiecałam Arturowi:
dla zainteresowanych RPG, forum:
http://ktoss.cba.pl/phpbb/

Chyba jutro rusza, ale im więcej chętnych tym lepiej.

A kończę. Pozdrawiam odedyjnie ;)
23:17, genialny_zolw
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 stycznia 2008
Nie budźcie mnie
Deficyt snu.
Mogłabym spać całymi dniami i nie robić nic innego. I może nawet tak byłoby najlepiej, zważywszy na moje ostatnie zachowanie. Wczoraj byłam niemiła nawet dla Zuzy, co mi się naprawdę rzadko zdarza. I mam wyrzuty sumienia z tego powodu. Należy do tych nielicznych, którym nie chcę sprawiać przykrości. Razem z Bobasem i Wash.
Podobno przesypiamy jedną trzecią swojego życia. Bynajmniej nie uważam tego czasu za stracony, uwielbiam spać. I śnić. Chociaż moje ostatnie sny zakrawają na paranoidalne, ale i tak wolę to od rzeczywistości.
Bo rzeczywistość mnie wkurza. Mam pzredmaturalny kryzys. Jak sobie myślę, że mam sięgnąć po książki to mnie odrzuca. Czytam kolejne lektury i wmawiam sobie, że to też jakaś nauka. Może i tak, ale chyba nie ta najważniejsza. I co ja naipszę na tej maturze? Nic nie napiszę. i będzie wstyd jak sto pięćdziesiąt. A później będę najwyżej Bobasa odwiedzać w Krakowie.
E, może nie? Miałam pozytywną migawkę. Hook. Ale już mi przeszła.
I znowu czarno to widzę.
A na dodatek jestem rozdarta wewnętrznie. Mam niespełnione poczucie przynależności do drugiego człowieka. A jednocześnie panicznie się boję utraty wolności, nie chcę nikogo, kto może wpływać na moje życie. Konflikt tragiczny po prostu.
I jeszcze ta studniówka do tego wszystkiego. Cudze owszem, spoko. Ale jak pomyślę o własnej to dosłownie szlag mnie trafia. Mogło by już być po wszystkim.
Mogło by już być za rok o tej porze. To takie swoiście intrygujące, że nic nie jest przesądzone i nie wiadomo, co będzie.
Chociaż nie jestem tak do końca pewna, czy chcę się dowiedzieć.
O, znowu mam pozytywny przebłysk. Muszę go złapać, bo inaczej ucieknie. A jeśli go złapię, to może uda się go oswoić. I będziemy już na zawsze razem, o :)
18:40, genialny_zolw
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 stycznia 2008
Czy 'tłumnie' brzmi dumnie?
Właśnie się znaszoklasiłam.
Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że aż tyle osób się zarejestrowało, zwłaszcza do klasy z podstawówki. W sumie to chyba nic nie znaczy, bo mało prawdopodobne żebyśmy teraz w jakiś cudowny sposób nagle zaczęli utrzymywać kontakty.. ale kto wie.
A portal ok, tylko działa tak niesamowicie wolno, że czasem idzie zwątpić.

Reety, rety rety, jak ja chcę być zdrowa! To nie jest czas na chorowanie, absolutnie. Tyle rzeczy się dzieje i tyle jest do zrobienia, gwałtownie się sprzeciwiam chorobie. Taa.

No i mamy wskok w Nowy Rok. Sylwester jak najbardziej udany, ludzie jak najbardziej udani, alkohol jak najbardziej udany i nawet te pierwsze dwa dni w szkole nie takie najgorsze. Oby tak dalej. Żebym tylko się nie rozchorowała na dobre (tfu, tfu). I żeby Zuza wreszcie wróciła, bo już zaczynam  się niepokoić.

Olewam wszystkie obowiązki. Od nauki, przez zajęcia pozalekcyjne, aż po robienie czegokolwiek w domu. Tak się rozleniwiłam przez te święta, że teraz nie mogę się pozbierać. Muszę się wreszcie wziąć za siebie, tak raz a porządnie.

Mój nowy szablon zaczął mi się podobać. Kojarzy mi się z bananami w czekoladzie i z pamiętnym Sylwestrem u Bobasa, kiedy jeszcze byłam wcieleniem niewinności. Dzwoniłyśmy wtedy do Zioma zaraz przed północą. Śmiesznie było.

A, jeszcze jedno. Robię ranking najbardziej pozytywnych piosenek. Macie jakieś propozycje?
15:04, genialny_zolw
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 grudnia 2007
Hoł hoł hoł
Miałam zmienić szablon.. a ten się prawie wcale nie różni od poprzedniego. Co tam, nieważne.

W zasadzie nie mam do powiedzenia nic konstruktywnego, jak zwykle.
Ale mam taką ogromną, ogromną ochotę się uśmiechać! Nie mogę przestać.
To chyba ten lepszy PMS ;) Nieważne, cokolwiek to jest, niech trwa!
Nawet moje podejście do życia jest wyjątkowo pozytywne w tym momencie. Nie nastawiam się. Nie przejmuję się.
Jest tak cudooooownieeee :D

Czuję się jak Jack Black kiedy śpiewał, że yeti jest jego ojcem ;P

Muzyka z filmów indyjskich rządzi bezsprzecznie. I rosyjski zespół Lube. I Blues Traveler.

A impreza wczoraj była przeurocza. Naprawdę. Dzięki wielkie :D

Czuję szczęście w moim pokoju, rozpływam się w nim. I chociaż wiem, że to niedługo się skończy, to i tak nieważne. Liczy się to, co jest tu i teraz.

Szkoda, że nie mam się tym z kim podzielić. Dzielę się z wami wszystkimi zatem.

Nie, nie jestem ani pijana, ani naćpana. To ja, Gab-W-Tym-Momencie-Wybitnie-Nie-Depresyjna xD

Pa!
18:58, genialny_zolw
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 grudnia 2007
Santa Claus is coming to town
Nie mogłam się oprzeć, muszę to napisać.

Podsłuchane w autobusie. Jakiś koleś rozmawia przez telefon.

- Słuchaj, ale co powiesz na to, żebyśmy sobie jakieś mieszkanie razem wynajęli? No, normalnie, na spółkę.. Ty się hajtniesz, ja się hajtnę i co wieczór będziemy sobie chodzić na nowe zdziry.. Tylko co na to nasze żony?

Po chwili. Ten sam koleś, inna rozmowa.

- A przyszedł dziś do ciebie Święty Mikołaj? Nie? A wiesz, ja go dzisiaj spotkałem. Powiedział, że jak go pociągnę za laskę to da mi prezent. No, oczywiście, że się nie zgodziłem. Przecież ja nie jestem łatwy.

Noł koments ^^
17:26, genialny_zolw
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9